Rozmowa z doktorem Pawłem Kleszczem, lekarzem szkolącym adeptów lotnictwa, pomysłodawcą i jednym z realizatorów wyjątkowego kursu organizowanego przez krakowską Izbę Lekarską wspólnie z Centrum Edukacji Lotniczej Kraków Airport.
Jolanta Grzelak-Hodor: Nie jest to sytuacja codzienna, ale na pewno zdarza się często – w trakcie lotu samolotem, gdzieś w przestworzach, z głośników pada nagle pytanie: „Czy leci z nami lekarz?”. Leci i zazwyczaj w poczuciu obowiązku natychmiast podnosi rękę. Panie Doktorze, czy lekarze są przygotowani do udzielania pomocy na pokładzie samolotu? Czy wystarczą dobre chęci? Wszak w powietrzu obowiązują szczególne prawa.
Paweł Kleszcz: Odpowiedź na to pytanie jest skomplikowana. Zacznijmy może od tego, że lekarz wcale nie ma obowiązku natychmiastowego spieszenia z ratunkiem, ale ten aspekt rozwinę później. Lekarze nie wiedzą bardzo wielu rzeczy, chcą pomóc, lecz nie zdają sobie sprawy z tego, co – poza znaną im stroną medyczną – się z tym wiąże. Dobra wola i wiedza medyczna nie gwarantują lekarzowi, że udzielenie pomocy medycznej na pokładzie samolotu zostanie przyjęte wyłącznie brawami i nie wzbudzi niczyich zastrzeżeń. Konsekwencje braku tej świadomości, nieznajomość procedur obowiązujących w samolocie oraz przepisów prawa mogą być bardzo nieprzyjemne. Czy stąd zrodził się pomysł specjalnego kursu, jaki Pan Doktor zaproponował Okręgowej Izbie Lekarskiej w Krakowie i teraz go realizuje? Kiedyś, podczas lotu liniami tureckimi, usłyszałem komunikat „Czy na pokładzie jest lekarz z certyfikatem?”. Po drugim wezwaniu zorientowałem się, że poza mną nie ma innego lekarza, więc się zgłosiłem. Zemdlała młoda dziewczyna. Przy wsparciu załogi udzieliłem jej pomocy, sama zeszła potem z pokładu. Prosta sprawa, ale kiedy później analizowałem całą tę sytuację, zapaliła się czerwona lampka. Bowiem po tej akcji kazano mi jeszcze w samolocie wypełnić jakiś dokument z opisem postępowania. Zacząłem się zastanawiać, czy wszystko dobrze zrobiłem i czym groziłoby jakieś zaniedbanie. Nie miałem pojęcia, więc zacząłem szukać kursu, gdzie można sobie te medyczno-lotnicze procedury poukładać. Okazało się, że w Polsce nikt takiego nie oferuje. Zgłosiłem się więc z tym pomysłem do krakowskiej Izby i wkrótce OIL podpisała umowę na szkolenia z Międzynarodowym Portem Lotniczym Kraków-Balice. Pierwsi członkowie OIL już zostali przeszkoleni.
Cała rozmowa na str. 16-18 najnowszego numeru Gazety – przejdź