Jesienią wznowiła działalność Komisja Młodego Lekarza, która przygotowała wiele interesujących inicjatyw, zarówno szkoleniowych, jak i integrujących środowisko. O niektórych z nich z Mateuszem Wylaziem i Jerzym Krzeszowiakiem rozmawiała Monika Lech.
„Czy nie lepiej […] gdyby szkolenia odbywały się w jednym, scentralizowanym miejscu? Wtedy młodzi lekarze mieliby szansę poznać ludzi ze Szczecina, Białegostoku, Katowic czy Krakowa i najlepszych specjalistów? Czy wtedy cele: integracyjny, wymiany wiedzy oraz zetknięcia się z najwyższej klasy nauczycielami i najbardziej nowoczesnymi procedurami nie byłyby osiągnięte szybciej i efektywniej?
JK: Warszawa jest oddalona o pięć, sześć godzin jazdy pociągiem w obie strony. Jest to czas, w którym można nauczyć się czegoś sensownego na miejscu. Upraszczając: mamy tu do czynienia z dwoma rodzajami szkoleń. Jedne to szkolenia doszkalające – żeby nauczyć się czegoś więcej. Drugie to szkolenia obowiązkowe w ramach specjalizacji, organizowane przez Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego. Problem w tym, że liczba miejsc na te kursy jest ograniczona i często trzeba czekać w długich kolejkach. Organizacja części takich szkoleń u nas skróciłaby tę kolejkę i pozwoliła ludziom szybciej zrealizować wymagane kursy.
Jaką rolę odgrywa integracja? Wiem, że planujecie nie tylko wyjazd do Wierchomli, ale i spotkania integracyjne w Izbie. Jak ważne to jest dla młodych lekarzy?
MW: Bardzo ważne, bo uświadamia nam, że nie jesteśmy sami ze swoimi problemami. Większość młodych lekarzy mierzy się z podobnymi trudnościami na co dzień, a rozmowa o nich pomaga łatwiej je przetrwać.
Dużo się ostatnio mówi o bezpieczeństwie lekarzy – nie tylko młodych. Chodzi też o hejt w sieci. Czy to problem, którym zajmiecie się w ramach szkoleń i spotkań? Czy podczas studiów medycznych uczono Was, jak sobie z tym radzić?
JK: To dobre pytanie, choć niełatwe. Wydaje mi się, że integracja środowiska, o której już sporo dziś rozmawialiśmy, odgrywa tu dużą rolę – człowiek czuje, że nie jest sam. Jeśli otrzyma niemiły komentarz w internecie, może dostać kilka wspierających od znajomych, więc ta solidarność ma znaczenie. Na studiach – a studiowaliśmy razem na UJ – było naprawdę dużo zajęć z komunikacji. Moim zdaniem były to jedne z najbardziej wartościowych zajęć na całych studiach. Dotyczyły jednak głównie tego, jak rozmawiać z pacjentem, w tym z pacjentem agresywnym, a nie stricte radzenia sobie z hejtem czy stresem. Ten temat trzeba będzie jeszcze jakoś zaadresować.
JK: Warto też pomyśleć o metodach komunikacji – kluczem jest zawsze obustronne zrozumienie: przedstawienie, jak wygląda nasza praca, na przykład dlaczego pacjent czeka godzinami na SOR, ale też słuchanie zażaleń pacjentów – bo nie każdy negatywny komentarz to hejt, często uwagi są uzasadnione. Wymiana informacji między pacjentami a lekarzami jest kluczowa, by z tym hejtem walczyć”.
Cała rozmowa na stronie 34 najnowszego numeru „Galicyjskiej Gazety Lekarskiej”.