O skomplikowanych stosunkach na linii lekarze–media–pacjenci…

O skomplikowanych stosunkach na linii lekarze–media–pacjenci przeczytają Państwo w artykule „Lekarz milczy, media piszą” Katarzyny Domin, w najnowszym numerze „Galicyjskiej Gazety Lekarskiej”

„Właściwie nie ma dnia, by w prasie nie pojawił się artykuł poświęcony horrendalnym zarobkom lekarzy, patologiom na SOR czy „tragedii w szpitalu”. Niezależnie od tematu dobrym chwytem narracyjnym będzie umieszczenie w takim materiale anonimowego lekarza, który „powiedział, że…”, „nie rozpoznał”, „nie dawał szans”. Dzięki temu mamy do czynienia nie z konkretnym człowiekiem, ale personifikacją naszych lęków, nadziei i rozczarowań. Inną kategorię doniesień stanowią te, skupiające się na powikłaniach pooperacyjnych, skutkach nietrafionej diagnozy czy terapii. W tym przypadku wydarzenia przedstawiane są zwykle z perspektywy pacjenta albo jego rodziny. Jeśli pojawia się głos lekarza, to jako omówienie wypowiedzi, przytoczone w trzeciej osobie. 

Zwykle nie potrzeba ani opinii biegłych, ani zakończonego postępowania, by w przestrzeni publicznej pojawiło się przekonanie, że wiadomo już, kto zawinił. „Jeśli „wyrok” nie zapadnie w samym materiale dziennikarskim, to na pewno pojawi w komentarzach pod nim albo w mediach społecznościowych. Oczywiście pacjent, który uważa, że został skrzywdzony, powinien mieć możliwość opowiedzenia swojej historii. Nie można też oczekiwać, że dziennikarz będzie czekał na prawomocny wyrok, zanim poinformuje opinię publiczną o poważnych zarzutach czy toczącym się postępowaniu. Tyle że trzecia strona tej medialnej układanki, lekarz, nie może się wypowiadać w swojej obronie, bo obowiązuje go tajemnica lekarska. A niewielu z nas pamięta, że prawo do informacji nie jest prawem do wydawania wyroków.

– Wszyscy dookoła mogą mówić niestworzone rzeczy, rodzina może na lekarza pluć, ale on musi milczeć. Zanim jeszcze pojawi się prawnik, który powie mu, co może powiedzieć, albo zrobi to za niego, to już zjawiają się dziennikarze. A niektóre śledztwa w prokuraturze w takich przypadkach mogą się toczyć latami – przyznaje anonimowo jedna z lekarek, ordynator oddziału. Zwraca uwagę, że ostrożność zalecają lekarzom również prawnicy. „Uważaj, żeby cię media nie zjadły, one nie mają litości dla kogokolwiek” – słyszą czasem medycy. Podobne ostrzeżenia kierowane są do kierowników placówek: lepiej nie powiedzieć nic, niż powiedzieć coś na szybko, co będzie się potem za szpitalem długo ciągnąć”.

Artykuł na stronie 22 w „Galicyjskiej Gazecie Lekarskiej”

Najnowsze wiadomości Galicyjskiej Gazety Lekarskiej

Po dwudziestu latach prof. Jacek Dubiel usłyszał wyrok uniewinniający…

Jesienią wznowiła działalność Komisja Młodego Lekarza…

O skomplikowanych stosunkach na linii lekarze–media–pacjenci…

Szczęśliwej podróży…

Czy leci z nami lekarz? To zależy…

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.